Ratowanie dziczka

Akcja miała miejsce w poniedziałek 3-go września. Najpierw kol. Kierzkowski (emerytowany leśniczy) otrzymał wiadomość od łowczego Stanisława Grandy: W miejscowości Rowy samochód potrącił młodego dzika. Trzeba ratować! Tej samej treści telefon odbiera kol. Krzysztof Stelmaszyk - lekarz weterynarii.
Po krótkiej naradzie kol. Kierzkowski jedzie do Rowów, odnajduje dziczka i przywozi go na tylnej kanapie własnego samochodu do swojego domu w Machowinku. Droga przebiega nie bez przygód, dziczek choć ranny usiłuje wydostać się z samochodu za wszelką cenę. Na szczęście jest pomocnik, syn kol. Józefa - Marek, który mocno trzyma rannego warchlaka.
Po przybyciu na miejsce dziczek, a właściwie loszka zostaje ulokowana w odpowiednim pomieszczeniu i nakarmiona. Wkrótce przybywa weterynarz, kol. Stelmaszyk. Po lekarskich oględzinach pada diagnoza: sprawa nie jest błaha - poważne uszkodzenie stawu kolanowego tylnego biegu i stłuczenia. Unieruchomienie kończyny nie wchodzi w grę, możliwe jest jedynie leczenie antybiotykami, jest szansa, że w rannej kończynie z czasem wytworzy się tzw. staw rzekomy - co stworzy dziczkowi nadzieję na przeżycie. Po zastrzykach warchlak trafia z powrotem do swojego pomieszczenia, gdzie zmęczony i zestresowany kontaktem z ludźmi szybko zasypia.
"Żal było patrzeć jak cierpiał, trzeba było ratować. Wiem nawet od której lochy ranny dziczek pochodzi, znam tą watachę" powiedział kol. Kierzkowski, jeden z nestorów WKŁ "Bałtyk". Kol. Józef to wielki miłośnik przyrody, który jako długoletni leśniczy uratował wiele zwierząt; leśniczówka w Machowinku była już schroniskiem dla saren, dzików i wielu drobnych stworzeń.
Życzymy rannemu warchlakowi powrotu do zdrowia. Oby wyzdrowiał i wyrósł na dorodną lochę, która wyprowadzi wiele miotów na pożytek naszej kniei.

Kliknij na wybranej fotografii aby uzyskać powiększenie..