Myśliwi WKŁ "Bałtyk" ratują tonące jelenie
    Rozdzwonił się telefon. Była gdzieś godzina siedemnasta. Łowczy koła kol. Stanisław Granda podniósł słuchawkę telefonu.
- topią się jelenie w jeziorze Wicku - Stanowczy głos Zygmunta Karwackiego nie pozostawia żadnych złudzeń.
    Szybka decyzja - trzeba dużo ludzi. Koledzy powiadamiają jeden drugiego, kogo się da. Wsiadają do swoich samochodów i jadą kilkanaście kilometrów nad jezioro Wicko. Jest już późno. Za późno, żeby wchodzić na lód.
    Zapada zmrok, nic nie widać. Trzeba zachować bezpieczeństwo. Łowczy zarządza zbiórkę myśliwych na szóstą rano. Przyjeżdżają nazajutrz koledzy: Janusz Skrodzki, Kazimierz Buksakowski, Janusz Rosiński, Jerzy Mazur, Zygmunt Karwacki, Krzysztof Bińczyk, Marian Dziewięcki, Edward Górczyński i Krzysztof Frączak myśliwy z Darłowa. Oczywiście powiadomiona zostaje także służba leśna w osobach: pan Waldemar Rzeszutek z Nadleśnictwa Ustka i leśniczy Maksymilian Kiedrowski.
     Na cienkim, topniejącym lodzie stoi zdezorientowana i wycieńczona chmara licząca 25 jeleni. Po wielu wysiłkach udaje się skierować ją na stały ląd. Niestety, w pewnym momencie załamuje się lód i dwa jelenie-szpicaki giną. Dwadzieścia dwie sztuki bezpiecznie wychodzi na brzeg.
     Na kruchym lodzie pozostaje jedna młoda łania. Zwierze leży, kompletnie wyczerpane, nie ma siły wstać. Z zachowaniem środków ostrożności myśliwi transportują łanię w kierunku brzegu. Kolega Krzysztof Stelmaszyk (lekarz weterynarii) dwukrotnie podaje łani leki wzmacniające w kroplówkach. Okryta ciepło łania powoli odzyskuje siły. Po pewnym czasie wstaje i powoli oddala się w głąb lasu.
PONIŻEJ ZDJĘCIA Z TEJ DRAMATYCZNEJ AKCJI
(kliknij na fotografię, aby uzyskać powiększenie)
Po powiększeniu: 17 KB Po powiększeniu: 40 KB Po powiększeniu: 24 KB
Transport łaniNareszcie na brzegu...Ciepło przykryta łania powoli odzyskuje siły

 powrót